Recenzja prasowa: „Baron cygański” w Teatrze Muzycznym (Kraków, 1982)

bsladami

METRYKA ARTYKUŁU

  • Tytuł artykułu: „Baron cygański” (Rubryka: Z Teatru Muzycznego)

  • Autor recenzji: Jerzy Parzyński

  • Tytuł prasowy: ECHO (z dopisaną czerwoną datą: 11.V.1982)

  • Data wydania: 11 maja 1982 r.

  • Uwagi archiwalne: Wycinek prasowy z recenzją spektaklu na deskach krakowskiego Teatru Muzycznego. Na marginesie widnieje odręczna czerwona adnotacja z nazwą gazety i datą. W tekście zielonym markerem podkreślono fragment dotyczący pracy dyrygenta Mariana Lidy oraz orkiestry.

TRANSKRYPCJA TEKSTU

Z Teatru Muzycznego „Baron cygański” JERZY PARZYŃSKI

Podczas jubileuszowej imprezy, którą Wiedeń w październiku 1884 roku czcił 40-lecie działalności artystycznej Jana Straussa — ukazała się nagle na scenie jakaś nieznana postać, która odezwała się do publiczności: „Wybaczcie mi spóźnienie, ale dopiero przed chwilą zostałem ukończony, a nazywam się: Baron cygański!”.

Tak to zaawansowane muzycznie mu światu narodziny nowego dzieła Jana Straussa, które niebawem ujrzeć miało światła scenicznych reflektorów prapremiery. Jego twórca stał wówczas na szczycie sławy, jako jedna z najpopularniejszych osobistości Europy, dobiegał sześćdziesiątki. I wszyscy oczekiwali, iż w tej nowej operecie kunst mistrza Jana osiągnie zenit.

Czy się zawiedli? Początkowo — w przededniu wiedeńskiej prapremiery w październiku 1885 r. — rodził się „Baron cygański” w oparach niepokoju i zwątpienia. Sam kompozytor pragnął w „Baronie” widzieć operę, niezadowolony był z operetkowej otoczki, jaka towarzyszyła jego Nowemu dziełu; współrealizatorów martwiło libretto, słabe i wątłe, które bynajmniej nie rokowało powodzenia.

Ale rzeczywistość przekroczyła wszelkie, najbardziej nawet optymistyczne oczekiwania: muzyka zwyciężyła. Zachwyty nad melodyjnością tej muzyki, jej bogactwem i różnorodnością, świetną muzyczną charakterystyką scenicznych postaci towarzyszyły „Baronowi” już od chwili pierwszych jego premierowych wcieleń. Frapowało też publiczność wprowadzenie barwnych i żywych motywów cygańsko-węgierskich w mariażu z tradycyjnym klimatem Wiednia i walca; po taki styl sięgał Jan Strauss w swej twórczości tu po raz pierwszy, nie przypuszczając zapewne, iż otworzy tym nową kartę w dziejach naddunajskiej operetki i przetrze szlaki przyszłym Leharom, Kalmanom i Abrahamom.

Muzyki — granej i śpiewanej — jest w tym „Baronie” zresztą bardzo wiele: wyraźnie widać, iż twórca grawitował tu ku operze. I chociaż muza operetki zaanektowała „Barona” dla siebie bez reszty i bez apelacji, to jednak owe operowe ślady pozostały do dziś: teatry muzyczne wielu krajów świata chętnie wystawiają to właśnie dzieło Straussa wśród repertuaru operowego.

Kraków, po kilkunastu latach, znów powrócił w swym Teatrze Muzycznym do „Barona cygańskiego”. Ten powrót — mimo pewnych potknięć i usterek — okazał się w sumie udany. Muzyka „Barona” została opracowana solidnie, orkiestra gra, a chóry śpiewają w przykładnej muzycznej zgodzie (zakłócanej jedynie lekkim naruszeniem rytmicznego ładu w scence kucia młotami), w zdyscyplinowany sposób podporządkowując się woli i temperamentowi kapelmistrza Mariana Lidy, który operetkę wiedeńską doskonale „czuje”, umie ją z nerwem i zapałem muzycznie prezentować.

Reżyseria w „Baronie” stoi przed zadaniami szczególnie trudnymi: polega do działania niezbyt tu wdzięczne. Libretto — nawet uwzględniając operetkowe tolerancje — jest wyjątkowo mało sensowne, a w dodatku: statyczne i przegadane. Sceniczna realizacja krakowskiej premiery (reż. Krystyna Sznerr) nie zdziałała tu cudów i poszła — chyba słusznie — nie na jakieś udziwnienia czy eksperymenty na sile, raczej po utartej tradycyjnej linii. Mimo tych niełatwych warunków można by jednak nadać przebiegowi akcji nieco bardziej wartkie tempo i nie dopuścić do „przestojów” solistów na scenie; nie mniej bardziej nie razi w operetkowym spektaklu, jak dłużyzny i niepotrzebne, pseudodowcipne, a przewlekające się monologi i dyskusje; na przyspieszeniu ruchliwości przedstawienia „Barona” na pewno by skorzystało. Plusem tu jest zręczne reżyserskie ustawienie charakterystycznych postaci — minus, ze zbyt często rozgrywano wokalnych fragmentów w głębi sceny.

Opiera się przedstawienie na trzech mocnych filarach artystyczno-wokalnych zespołu solowego. Pięknie śpiewa partię Saffi sopranistka Zofia Jankowska, wykazując w tej roli nie tylko wysokie walory wokalne, szlachetny gatunek głosu, muzykalność, ale i doskonałą technikę emisyjną. Znamy Zofię Jankowską z opery (m. in. jako partnerkę Wiesława Ochmana w tytułowej roli „Halki”) — i ciekawi jesteśmy — czy operetka znęci tę artystkę na dłużej… Na razie — sukces był niewypływu.

Z powodzeniem sekundował nowennie Feliks Widera (jako Barinkay-baron), tenor z Opery Śląskiej; dysponuje on głosem nośnym, dobrze postawionym, umiał też stworzyć sympatyczną sylwetkę sceniczną. Świetnymi warunkami głosowymi, potężną siłą brzmieniową i temperamentem aktorskim błysnął baryton Andrzej Biegun, jak książę Homonay; aż żałowało się, iż Strauss nie napisał dla tej roli dużo więcej do śpiewania…

Z innych wykonawców ról solowych, jak zwykle niezawodny i dowcipny był Andrzej Pągowski (hr. Carnero), pełnym wigoru i humoru handlarzem świnek Kalmanem Zupanem okazał się Kazimierz Różewicz, wyrazistą artystycznie i „zabudowującą scenę” postać cyganki Czipry stworzyła Halina Szymańska. Wśród innych solistów z powodzeniem wywiązali się ze swych artystycznych zadań: Fr. Makuch (Ottokar), K. Behounek (Arsena), B. Adamik (Mirabella). Przynajmniej połowa solistów powinna jednak bardzo intensywny wysiłek wkładać w wyrazistość dykcji na scenie: znacznej części mówionego tekstu nie rozumiałem — a znając „Barona” — tylko się domyślałem…

Scenografia zgrabnie pomyślana, harmonijnie w kolorystyce skomponowana, choć może czasami nieco ograniczająca i tak szczupłe wnętrza, a co za tym idzie — ruch sceniczny. Kostiumy pomysłowe i barwne (jedynie strój Saffi z pierwszych aktów i „podkasany” ubiór nocny Zupana niezbyt mi się podobali); wiedeński obrazek walca oklaskiwano po odsłonięciu kurtyny.

Cennym urozmaiceniem przedstawienia są pełne temperamentu i werwy tańce cygańskie; zwiewny walc — w układzie nastrojowy i miły dla oka. Bardzo pomysłowa była scenka baletowa z charakterystycznym tańcem żołnierskim.

JERZY PARZYŃSKI

KRAKOWSKI TEATR MUZYCZNY — „BARON CYGAŃSKI” operetka Jana Straussa, libretto J. Schnitzera wg nowelli M. Jokaia, przekł. K. Chudowska. Kierownictwo muzyczne — Marian Lida, reżyseria — Krystyna Sznerr, scenografia — Jadwiga Jarosiewicz, choreografia — Krystyna Gruszkówna. Premiera prasowa 30.IV.82.

Skan 9

Powyższy materiał stanowi cyfrowe odwzorowanie (skan/transkrypcję) oryginalnego wycinka prasowego, zachowanego w prywatnych zbiorach. Artykuł udostępniamy niekomercyjnie – wyłącznie w celach dokumentacyjnych, edukacyjnych oraz dla zachowania dziedzictwa historycznego krakowskiej sceny muzycznej. Wszelkie prawa autorskie do prezentowanych treści należą do ich twórców oraz pierwotnych wydawców.

– Śladami Muzyki