Recenzja prasowa: „Błękitny zamek” w Dzienniku Polskim (Kraków, 1982)

zsladami

METRYKA ARTYKUŁU

  • Tytuł artykułu: „Błękitny zamek” (Rubryka: Z OPERETKI)

  • Autor recenzji: Anna Woźniakowska

  • Tytuł prasowy: Dziennik Polski (na podstawie odręcznego dopisku)

  • Data wydania: 27 grudnia 1982 r. (odręczny dopisek: 27.XII. 82 r.)

  • Uwagi archiwalne: Wyjątkowo obszerna i szczegółowa recenzja musicalu „Błękitny zamek”. Na dole strony znajduje się niebieska, odręczna adnotacja wskazująca tytuł gazety oraz datę publikacji. W tekście, w prawej kolumnie, na zielono zakreślono fragment wymieniający Zbigniewa Toffel jako sprawującego kierownictwo muzyczne. Z historycznego i dokumentacyjnego punktu widzenia artykuł ten weryfikuje wcześniejsze, krótsze zapowiedzi prasowe, jednoznacznie rozdzielając funkcję kompozytora dzieła (Roman Czubaty) od kierownika muzycznego krakowskiej inscenizacji (Zbigniew Toffel).

TRANSKRYPCJA TEKSTU

ANNA WOŹNIAKOWSKA Z OPERETKI „Błękitny zamek”

…po dłuższej przerwie, czasie której serwowano na scenie przy ul. Lubicz jeno operetki, musical w trzech aktach z uwerturą — „Błękitny zamek”. Piszę „musical”, a uczeni w piśmie, którzy zaszczycili premiery swą obecnością toczyli w przerwach dyskusje, czy rzecz ta jest musicalem. Spór pozostał rozstrzygnięty, a my nie chcąc nużyć PT Czytelników przytaczaniem racji stron, powiemy krótko o powstaniu i widowiska.

Któraż to z pań w wieku wszelakim (i postbalzakowskim) nie zaczytywała się w swym czasie w książkach kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery, autorki „Ani z Zielonego Wzgórza”, która zdobyła wszechświatową sławę. O nieprawdopodobnej wprost karierze Lucy M. Montgomery mogli Państwo przeczytać w „Przekroju” z 12 bm. w artykule pióra Barbary Wachowicz. Wachowicz właśnie spacerując przed kilku laty po sopockiej plaży z Krystyną Śląską przypomniała ulubione książki młodości. Wówczas w głowach obu autorek narodził się pomysł, by powieść Lucy Maud Montgomery „Błękitny zamek” przerobić na spektakl teatralny. Kiedy p. Wachowicz po powrocie do Warszawy utwierdziła się ostatecznie w jej zamiarze (rzecz zaiste niezwykła. Redaktorka z Polskiego Radia p. Emilia…, która była autorką radiowej wersji „Ani z Zielonego Wzgórza”, pokazała jej dosłownie stosy listów, jakie napłynęły doń z całej Polski od osób płci obojga — od uczniów szkół podstawowych poczynając, a na czcigodnych matronach i starcach kończąc, chwalących pomysł, przekazujących uwagi, spostrzeżenia, refleksje i… domagających się jeszcze! To zadecydowało, że pp. Wachowicz i Śląska w czasie kolejnych, tym razem zakopiańskich wakacji, zamiar przekuły w czyn, i tak oto powstało libretto musicalu pióra p. Barbary, do którego teksty piosenek napisała Krystyna Śląska, a muzykę znany kompozytor Roman Czubaty. Prapremiera odbyła się w 1979 roku we wrocławskiej Operetce.

Dyrektor i kierownik artystyczny Krakowskiej Opery i Operetki p. Ewa Michnik postanowiła zaprezentować „Błękitny zamek” krakowskiej publiczności i powierzyła jego reżyserię znakomitej polskiej śpiewaczce p. Barbarze Kostrzewskiej, a scenografię p. Józefowi Napiórkowskiemu. Powstała rzecz, która — jak sądzę — cieszyć się będzie ogromną popularnością u krakowskiej publiczności, przyjmującej pierwsze, premierowe spektakle (15 i 18 grudnia br.) z niebywałym entuzjazmem. Żyjemy na tym łez padole w trudnych, pełnych brutalności czasach i prawem kontrastu zapewne szerzy się nagminnie wśród nas jakiś dziwny sentymentalizm. Nieciekawy serial „Jan Serce” gromadził przed szklanym ekranem ponoć 95 proc. narodu. „Błękitny zamek”, który można by w jednym zdaniu streścić jako opowieść o dążeniu człowieka do stworzenia własnego, szczęśliwego domu, należy do dobrej literatury, a w krakowskim spektaklu wątki sentymentalne i liryczne, niejednemu wyciskające łzę z oka, są nader fortunnie równoważone scenami iście farsowymi, wywołującymi salwy śmiechu na widowni. Tego, że spektakl wciąga widzów w akcję zaprzeczyć się nie da.

O reżyserii p. Barbary Kostrzewskiej już się wyżej co nieco rzekło. Znać w niej lwi pazur osoby, która przez 45 lat żyła, i żyje nadal, sceną operową i operetkową i zna na wylot rządzące nią prawa. W znacznej mierze dzięki niej akcja toczy się wartko i czytelnie. Może pierwszy akt jest nieco rozwlekły, ale przecież ma on niezorientowanemu widzowi przedstawić istotę intrygi. Po tej przydługiej ekspozycji tempo sceniczne wzrasta, trzymając widza w napięciu aż do szczęśliwego, pięknego wizualnie finału. Tu nadmienić należy, że w niezwykle prymitywnych warunkach naszej sceny operetkowej (brak sznurowni!) zdołano szczęśliwie rozwiązać częste zmiany dekoracji (17 obrazów!), nieraz absorbujące nieco czasu, poprzez m. in. wykorzystanie slajdów i krótkich muzycznych intermezzów. Walnie ożywiły akcję udane sceny baletowe — dzieło choreografa p. Henryki Komorowskiej. Dawno nie widzieliśmy tak interesujących pomysłów choreograficznych, od klasycznych układów począwszy (ze świetną Aliną Towarnicką), poprzez taniec charakterystyczny (znakomita scena wiejskiej zabawy zakończonej bijatyką), po balet par excellence nowoczesny z elementami akrobacji. Z prawdziwą przyjemnością zauważam coraz lepszą pracę naszego baletu, pośród tancerzy wyróżniłabym utalentowanego Mariana Żaka. Do absolutnego szczęścia potrzebny byłby tylko doświadczony, stały pedagog i właściwa sala prób.

Do urody spektaklu przyczyniły się pomysłowe dekoracje i przepiękne kostiumy autorstwa Józefa Napiórkowskiego. W ostatniej zbiorowej scenie stroje pań i panów utrzymane w biało-błękitnej tonacji są prawdę zachwycające. Każdą z tych kreacji chciałabym mieć choć raz na sobie, wielkie brawa dla pracowni krawieckiej damskiej! Tajemnicą pozostaje, skąd wzięto w tych ciężkich, kryzysowych czasach takie materiały, koronki, aplikacje…

Muzyka Romana Czubatego jest prosta, nieskomplikowana, łatwo wpadająca w ucho, świetnie malująca nastroje. Sprawujący kierownictwo muzyczne spektaklu Zbigniew Toffel miał jednak niełatwe zadanie, by orkiestrze przyzwyczajonej do klasycznych fraz nadać tempo i lekkość współczesnych rytmów. I jeśli 15 grudnia tej lekkości jeszcze trochę brakło, to na premierze prasowej uchwycono już istotę tej muzyki. Przydałby się wprawdzie nieco większy kwintet smyczkowy w lirycznych motywach, ale i miejsca w operetkowym kanale niewiele. Tak jak orkiestra, tak i soliści muszą zmagać się z inną niż zazwyczaj materią dźwiękową. Z tych zmagań wyszli zwycięsko. W obu spektaklach główną bohaterkę — Joannę kreowała Grażyna Mytych, bardzo dobrze aktorsko i wokalnie, choć złudna w roli starej panny. Jej partnerzy — Jan Lachowski i Jan Wilga, stworzyli interesujące postacie Edwarda, choć piewszemu przyznałabym laur raczej za aktorstwo, drugiemu za piękny śpiew. Trudno ocenić imiennie (bo doprawdy nie ma kogo ganić) pozostałych wykonawców, pośród których — jak to się niegdyś mówiło — brylowali Andrzej Skwarczyński jako wuj Beniamin oraz panie Danuta Słomczyńska, Iwona Borowicka, Stefania Zachariasz, Barbara Adamik i Jolanta Kaczorowska w roli strasznych ciotek, prezentując wspaniałą vis comica.

PS. Sobotnią premierę zaszczyciła wzruszająca uroczystość — 45. lecie pracy artystycznej Barbary Kostrzewskiej. Były listy, depesze, kwiaty i „Sto lat…” śpiewane przez powstałą z miejsc publiczność. A nad całością czuwał p. Bogusław Kaczyński. Złośliwcy (tych nigdzie nie brakuje) twierdzą, że swą obecnością „pobłogosławił” spektakl na długie granie…

„BŁĘKITNY ZAMEK”. Libretto — Barbara Wachowicz wg powieści Lucy Maud Montgomery, teksty piosenek — Krystyna Śląska, muzyka — Roman Czubaty. KRAKOWSKA OPERA I OPERETKA. Premiery: 15 i 18 grudnia 1982 r.

Skan 4

Powyższy materiał stanowi cyfrowe odwzorowanie (skan/transkrypcję) oryginalnego wycinka prasowego, zachowanego w prywatnych zbiorach. Artykuł udostępniamy niekomercyjnie – wyłącznie w celach dokumentacyjnych, edukacyjnych oraz dla zachowania dziedzictwa historycznego krakowskiej sceny muzycznej. Wszelkie prawa autorskie do prezentowanych treści należą do ich twórców oraz pierwotnych wydawców.

– Śladami Muzyki