METRYKA ARTYKUŁU
Tytuł artykułu: „Niepoważną muzę operetki traktuję śmiertelnie poważnie” (Nadtytuł: Dziś premiera „Króla włóczęgów”)
Autor wywiadu: (lm) / (inf. wł.)
Tytuł prasowy: Brak pełnych danych (w tekście pada jedynie sformułowanie, że z reżyserem rozmawia „Gazeta” – może to sugerować np. Gazetę Krakowską)
Data wydania: Brak dokładnej daty (wywiad opublikowany w dniu premiery)
Uwagi archiwalne: Wywiad z reżyserem Włodzimierzem Gawrońskim połączony ze zdjęciem ze spektaklu. Zmontowany z dwóch fragmentów (strona główna oraz dokończenie ze str. 2). Zielonym markerem zaznaczono fragment wymieniający twórców, w którym pojawia się informacja: „chórów którymi kieruje Zbigniew Toffel”.
TRANSKRYPCJA TEKSTU
Dziś premiera „Króla włóczęgów” Niepoważną muzę operetki traktuję śmiertelnie poważnie Mówi reżyser Włodzimierz Gawroński
(inf. wł.) Na scenie operetkowej Opery Krakowskiej dziś premiera „Króla włóczęgów” RUDOLFA FRIMLA. Na 24 godziny przed spektaklem „Gazeta” rozmawia z reżyserem widowiska — Włodzimierzem Gawrońskim.
— Zacznijmy od tyleż konwencjonalnego, co istotnego pytania o samopoczucie… — Równie konwencjonalnie, co szczerze mogę powiedzieć, że jestem piekielnie zmęczony fizycznie i psychicznie i jak zwykle przed premierą ciągnie mnie do poprawek i skrótów.
(DOKOŃCZENIE NA STR. 2) (przejście do drugiej części skanu) (DOKOŃCZENIE ZE STR. 1)
— Spektakl jest tak długi? — Stara zasada wszystkich widowisk głosi, że lepiej, by dla widza wydawały się one zbyt krótkie, niż za długie. Premierowy spektakl „Króla włóczęgów” — pełne 4 akty trwał w 1925 roku na Broadwayu bite 4 godziny, nasz, w pierwszej wersji, 3 godz. 35 min., po skrótach „tylko” 3 godziny. Zapewniam widzów, że zdążą na tramwaj i — co w Krakowie szczególnie ważne — dotrą do domów przed szperą.
— Znamy Pana głównie z widowisk telewizyjnych różnego rodzaju; za operetkę, jeśli pamiętam, wziął się Pan tylko raz, gdy przed 6 laty przygotował Pan w Krakowie „Krainę uśmiechu”, na którą biegało „całe miasto” i którą uznano za wydarzenie sezonu. Teraz wyreżyserował Pan spektakl, który właściwie operetką nie jest… — „Króla włóczęgów” zwykło się określać jako „romantyczną komedię muzyczną”, co też, moim zdaniem, nie jest adekwatne ani do intencji autora, ani do tego, co przygotowaliśmy. Nie chcę niczego sugerować, przypomnę tylko, że po Frimla sięgały u nas prawie z reguły teatry dramatyczne; tak było na polskiej premierze tego widowiska w 1937 roku w Warszawie, tak było i w 1946 roku w Krakowie. W Starym Teatrze Villona grał wtedy Igor Śmiałowski, partnerowali mu Krystyna Sznerr i Tadeusz Łomnicki. Jak Pan widzi, są to nazwiska, które zobowiązują, a jeśli dodamy do tego wyrafinowane gusta i wysokie wymagania krakowskiej publiczności…? Nie, nie wstydzę się tremy. Tego typu spektakl wymaga — prócz maestrii w opracowaniu muzycznym — bardzo precyzyjnej pracy aktorskiej całego zespołu, połączenia tańca i śpiewu z dobrą literaturą, bardzo różnorodnego kierowania chórem, baletem, orkiestrą i solistami-aktorami.
— Zadanie niezwykle trudne… — Powiedziałbym: poważne. Bo widzi Pan, ja ciągle lekką, uznawaną przez wielu za niepoważną muzę operetki traktuję śmiertelnie poważnie i to jest jedyny sposób na dostarczenie widzom dobrej zabawy, dobrej rozrywki.
— Zobaczymy więc XV-wieczny Paryż i króla Ludwika XI, który na 24 godziny przekazuje władzę w ręce paryskiego włóczęgi i wydmikufla, a przy tym znakomitego poety Franciszka Villona, zobaczymy dworską intrygę, wielkość i upadek, rozpacz i radość… — …a to wszystko za sprawą całego zespołu teatru, kierownika muzycznego — Mariana Lidy, scenografii Kazimierza Wiśniaka, świetnych — moim zdaniem — kostiumów Anny Rachel, choreografii Zofii Rudnickiej i Józefa Parużnika, chórów którymi kieruje Zbigniew Toffel. W roli Villona wystąpią zamiennie Andrzej Biegun i Jan Wilga, w roli Katarzyny — Grażyna Mytych i Krystyna Behounek. Nie sposób wymieniać wszystkich nazwisk, samych solistów jest 25.
— Z dużą dozą prawdopodobieństwa można tedy przypuszczać, że wracając do domu po spektaklu będziemy długo nucić słynny tekst Tuwimowskiego libretta: — przyjdzie, kto ułomny głodny i bezdomny, komu w gębę napluł los… — Tak, to jedna z trzech piosenek stanowiących leitmotiv spektaklu — jeśli ów spektakl zostanie zauważony i zapamiętany, no to… no to bardzo dobrze.
— A nie myśli Pan o przeniesieniu go na ekran telewizyjny? — Owszem, były już nawet pewne na ten temat rozmowy, ale czy nie wymaga Pan ode mnie zbyt wielkiej szczerości na chwilę przed premierą? rozmawiał (lm)
Powyższy materiał stanowi cyfrowe odwzorowanie (skan/transkrypcję) oryginalnego wycinka prasowego, zachowanego w prywatnych zbiorach. Artykuł udostępniamy niekomercyjnie – wyłącznie w celach dokumentacyjnych, edukacyjnych oraz dla zachowania dziedzictwa historycznego krakowskiej sceny muzycznej. Wszelkie prawa autorskie do prezentowanych treści należą do ich twórców oraz pierwotnych wydawców.
– Śladami Muzyki

