Recenzja prasowa: „Księżniczka czardasza” w Teatrze Muzycznym (Kraków, 1981)

msladami

METRYKA ARTYKUŁU

  • Tytuł artykułu: „Księżniczka czardasza” (Rubryka: Z Teatru Muzycznego)

  • Autor recenzji: Jerzy Parzyński

  • Tytuł prasowy: ECHO (z dopisaną czerwoną datą: 19.V.81 r.)

  • Data wydania: 19 maja 1981 r.

  • Uwagi archiwalne: Recenzja prasowa z premiery operetki Emmericha Kalmana w krakowskim Teatrze Muzycznym. Na wycinku widnieje odręczna czerwona adnotacja z nazwą gazety i datą. W stopce oraz w tekście recenzji pojawia się informacja o kierownictwie chóru sprawowanym przez Zbigniewa Toffel.

TRANSKRYPCJA TEKSTU

Z Teatru Muzycznego „Księżniczka czardasza” JERZY PARZYŃSKI

Ostatni to był z wielkiej trójki — po Straussie i Leharze — co tak wiedeńską operetkę w Krakowie. Emmerich Kalman — bo o nim tu mowa — zmarł stosunkowo niedawno: w 1953 roku, ale szczyty jego twórczości, które wyniosły go na Olimp światowej operetki pochodzą sprzed laty — około sześćdziesięciu: spośród kilkunastu dzieł Kalmana wtedy właśnie poczęły mu przysparzać rozgłosu i sławy dwie arystokratyczne damy: księżniczka czardasza i hrabina Marica… Sylvia, czyli właśnie owa księżniczka czardasza była od swej siostry, Maricy, starsza o lat dziewięć: po raz pierwszy Wiedeń poznał „Księżniczkę czardasza” w 1915 roku: Warszawa — zaledwie w kilkanaście miesięcy później.

Dwadzieścia lat temu krakowski Teatr Muzyczny wystawiał już „Księżniczkę czardasza” — i teraz znów do niej powrócił. Reżyseria jest w nowej „Księżniczce czardasza” zręczna i pomysłowa, prowadzona doświadczoną teatralną ręką. Dowcipy i gierki na ogół udane, postacie dobrze ustawione. Dla uzyskania wartkości akcji i unikania dłużyzn (rzecz w operetce ważna!) z korzyścią byłyby tu niewątpliwie pewne skrócenia niektórych zanadto przegadanych scenek. Powinno się również upykać rozpraszania uwagi słuchacza niepotrzebną ruchliwością na scenie wtedy, gdy soliści śpiewają najpiękniejsze arie i duety. No i zwróciłbym niektórym solowym wykonawcom uwagę, iż swój tekst, zamiast wypowiadać — wykrzykują.

Zafrasowała mnie nieco realizacja muzyczna. Operetka krakowska znana była dotąd z dobrego swego premier — i chyba nie powinniśmy od tej tradycji odchodzić. Jeśli idzie o „Księżniczkę czardasza”, to wyraźnie widać tu duży wysiłek, pracę włożoną w muzyczne przygotowanie spektaklu — tak w orkiestrze, jak w chórach — ale wszystko to wymaga jeszcze istotnego muzycznego wygładzenia. W rytmice, tempach brakuje mi wiedeńskiego nerwu i nastroju, temperamentu. Różnież egzekwować trzeba tak od śpiewaków chórowych, jak i instrumentalistów w orkiestrze większą dokładność techniczno-muzyczną.

Główne partie: tytułową Sylwii oraz księcia Edwina na premierze kreowali: Grażyna Mytych (sopran) i Jan Wilga (tenor). Grażyna Mytych wniosła na scenę młodość i urodę, ale nie wniosła, niestety, szczerości operetkowego temperamentu, ani wybitniejszych walorów wokalnych. Nie dziwię się, iż Iwownę Borowicką, wchodzącą na scenę w drugim akcie spektaklu w roli księżniczki Anhildy publiczność przywitała gromkimi, długotrwałymi oklaskami: wielu widzów pamięta świetną tytułową kreację Borowickiej w „Czarłaszcze” [sic] anihilda [sic] dziesięciu. Jako księżna Anhilda pokazała Iwona Borowicka próbkę swego znakomitego operetkowego aktorstwa, temperamentu, tańca i śpiewu.

Mocnym artystycznym punktem przedstawienia jest Jan Wilga, który w partii księcia Edwina wykazuje swój piękny w barwie, równy w prowadzeniu tenorowy głos, doskonałą precyzję i talenty aktorskie.

Muzycznie śpiewał Kazimierz Różewicz (hr. Boni), artysta obdarzony szczególnymi uzdolnieniami aktorsko-charakterystycznymi. Jak zwykle — kapitalny w postaci i humorze był Andrzej Galos. Jako książę Leopold-Maria (Jedyny solista, który tę samą rolę wykonywał na premierze przed dwudziestu laty)… Wspomnieć jeszcze warto, iż miłą hrabianką Anastazją Stasi była Ewa Stengl, kulturalnie śpiewającym hrabią Feri — Jan Lachowski; ponadto epizodycznie wystąpili jeszcze m. in.: A. Skwarczyński, Z. Miłkowski, B. Piehler, H. Wendland, St. Ziółkowski, A. Ritter i inni.

Akcja rozgrywała się w skromnych, ale pomysłowych i praktycznych dekoracjach. Kostiumy, zwłaszcza głównych solistów, efektowne i barwne. Balet tym razem miał skromniejsze zadania: układy taneczne, dość zresztą proste, były raczej tylko tłem w scenie, a nie samodzielną prezentacją.

Aha! Świetne są finałowe kuplety aktualne, w wykonaniu solistów i chóru, przypominające, jak to długo już i bezskutecznie czekamy w Krakowie na budynek dla Opery i Operetki.

JERZY PARZYŃSKI

Teatr Muzyczny — scena operetkowa „Księżniczka czardasza”. Muzyka — Emmerich Kalman, libretto L. Stein i B. Jenbach, przekład J. Jurandot, teksty dodatkowe — Zb. Bogdański. Kierownictwo muzyczne — Agnieszka Kreiner, reżyseria — Zbigniew Bogdański, scenografia — Bolesław Kamykowski, kostiumy — Zuzanna Piątkowska, choreografia — Zygmunt Kamiński, kier. chóru — Zbigniew Toffel. Premiera prasowa — 8 maja 1981.

Skan 10

Powyższy materiał stanowi cyfrowe odwzorowanie (skan/transkrypcję) oryginalnego wycinka prasowego, zachowanego w prywatnych zbiorach. Artykuł udostępniamy niekomercyjnie – wyłącznie w celach dokumentacyjnych, edukacyjnych oraz dla zachowania dziedzictwa historycznego krakowskiej sceny muzycznej. Wszelkie prawa autorskie do prezentowanych treści należą do ich twórców oraz pierwotnych wydawców.

– Śladami Muzyki